opadły jak ręce
i jak powieki ciężkie od deszczu
dziś jeszcze ścieżka do domu pachnie
płatkami dźwięczy krokami
jutro się oczy rozkwiecą od nowa
i czyjś uśmiech
na zbyt podobnej twarzy
o miłości. trzeba tylko poczekać aż wylęgną
marcowe koty. jednak w tym roku spóźnione
były nawet kotki na wierzbach. marce są u nas
takie zimne. zamarzają nam słowa
na ustach .
mówił, że w maju się ociepli. wyjdą mi piegi
i uczulenie na słońce; że to lepiej,
bo woli mnie w cieniu. nawet cienie pod oczami
nie straszą wtedy tak bardzo
a pod spojrzeniem zawsze można coś ukryć.

mniej rozmawia z Bogiem
więcej z wiatrem
tylko on jej odpowiada jakby kochał
szumem skrzydeł krzykiem mew krakaniem
mówią o niej
że się w sobie zaplątała
że przestała pytać jakby znała
odpowiedzi na mew krzyki wron krakanie
kiedyś w miejscu gdzie ją często widywano
nie zakraczą wrony
mew zabraknie
poszum skrzydeł tylko będzie słychać
z rana
ktoś zapyta
choć nie padnie głośno zdanie
czy to skrzydła jej anioła czy szatana
No dobrze. Napisałam wiersz i ani mru mru ...
No więc był sobie kiedyś konkurs na wiersz z kzykami mew, szumami skrzydeł, i krakaniem. A co tam. Można czasem napisać nawet na zadany temat. Właściwie jest to wbrew mojej naturze, takie pisanie pod coś. Ale robię czasem wyjatki i ... wklejam na bloga zamiast na konkurs :)))
Ktoś nazwał to ekscentryzmem ale to zdecydowanie za szumne słowo na takie małe nieszkodliwe dziwactwo.
A poważniej. Przeczytałam tyle wierszy z tą frazą, że nie miałam już odwagi wkleić kolejnego gniota na zadany temat. Trzeba mieć litość dla jury, czyż nie?
A czytelnik bloga zwykle jest o wiele mniej wybredny, nie czyta 100 wiersza o tym samym (mam nadzieję) zatem moje próby wielkopoetyckie znalazły chyba najwłaściwszy finał. ;))
Życie otrzymuje się bez podziękowania, zażywa się go
nie wiedząc jak, daje się innym bez świadomości
o tym i traci się nie spostrzegając kiedy.
Wolter
nie prosił nigdy o życie
był zwyczajny jak powszedni chleb
nawet w uniesieniu nie odrywał się
od ziemi
zwykle ciążył mu wczorajszy sen
krótki oddech
drżenie rąk i nagły lęk
w upalny dzień
huragany tylko w głowie – wokół cisza
potem przebudzenie zbyt nachalne
pod skafandrem ołowianym jakaś myśl
o śmierć prosił
natarczywym wzrokiem
stał się lekki – miał powieki jak motyle


Sądziłam, że tego wiersza nie trzeba komentować a jadnak. Wkleiłam go na portal poezje i okazało się, że nie mogłam chyba wybrać gorszego momentu. Zostałam posądzona o nahalne moralizatorstwo. Doznałam szoku. Usunęłam wiersz bo przecież nie o to chodziło. Widać tak jednak wyszło. Ale tutaj niech sobie zostanie. Może ktoś kiedyś inaczej na to spojrzy. Jeśli nie - zostanie jako pamiątka po moich moralizatorskich (niechcącho) zapędach.
A tak abstrachując trochę od wiersza. Pomyślałam, że jednak dobrze, że ludzie czasem piszą jakie mają odczucia po lekturze wiersza. Autor się zwykle bardzo myli co do swojego dzieła. Zatem jestem wdzięczna za ten koment temu, kto go napisał.