patrzę prosto
w oczy
pada słońce
dziś się nie wstydzi
jestem jak spłoszony ptak
przyłapany na dziobaniu ziarna
u sąsiada
puste ramiona wiatru
obejmują tęsknotę
kap kap kap
skrapla się poranek
rozedrgałam się
rozdygotałam
jak żywa materia
bez osłonki