niedziela, 8 lutego 2009
Jak puch z dmuchwaca
Dwa dni na śmierć
niedziela, 1 lutego 2009
Francuzeczka w Dubaju


i pierwszych zachwytów
nie ocalało w niej prawie nic
może tylko twarze kobiet
schowanych w sobie na resztę życia
niemy lament filipińskich służek
mniej pożądanych niż lampka trunku
a nie zakazanych
bezradnie rozłożone ręce urzędników
popierających prawa kobiet
w teorii
musi zmyć zapach mężczyzn
tamten wieczór dom i wstyd
trzeba znosić pożar policzków
nie zauważać spojrzeń
nie tłumaczyć czemu nie może sobie wybaczyć
że kiedyś tak kochała to miasto
listy z ...
do wczoraj było tu ponoć jak w raju
dziś ludzkie szczątki
walają się między najlepszą restauracją na wyspie
przystanią a resztką czegoś co nazywają tutaj miastem
tylko nie mów że od dawna wiedziałaś
że widoku krwi potrzebuję jak chleba
(tutaj ludzie się nie boją
życie przyjmują radośnie
mężczyźni kochają z pasją
niespiesznie)
wyjadę
nim to miejsce się we mnie zagnieździ
****
tym razem jestem w Manili
zrobię tylko szczegółowe zapiski
rzucę parę pesos dzieciom w dzielnicy Tondo
za kilka zdjęć
spytam o czym marzą kobiety
przy produkcji markowych jeansów
ruszam stąd o świcie
już wiem - tu też nie znajdę siebie
poniedziałek, 26 stycznia 2009
klaustrofobie
przerażasz szarością
i stertami
świętych prawd
mówisz
że mnie kochasz jak słońce
choć tu
w naszej kamieniczce
za małe okna wpuszczają
tylko smog
ta miłość
jest jak tęcza
co się żywi oparami ze ścieku
piątek, 16 stycznia 2009
chodź! biegnijmy w bajki ...
czwartek, 15 stycznia 2009
ostatni Mohikanin
list do Przyjaciela
Hiroszima budzi się wiosną
Sądziłam, że tego wiersza nie trzeba komentować a jadnak. Wkleiłam go na portal poezje i okazało się, że nie mogłam chyba wybrać gorszego momentu. Zostałam posądzona o nahalne moralizatorstwo. Doznałam szoku. Usunęłam wiersz bo przecież nie o to chodziło. Widać tak jednak wyszło. Ale tutaj niech sobie zostanie. Może ktoś kiedyś inaczej na to spojrzy. Jeśli nie - zostanie jako pamiątka po moich moralizatorskich (niechcącho) zapędach.
A tak abstrachując trochę od wiersza. Pomyślałam, że jednak dobrze, że ludzie czasem piszą jakie mają odczucia po lekturze wiersza. Autor się zwykle bardzo myli co do swojego dzieła. Zatem jestem wdzięczna za ten koment temu, kto go napisał.
środa, 14 stycznia 2009
dmuchawce w zimie?
poniedziałek, 12 stycznia 2009
ogrody oliwne
w kobietę i mężczyznę
zasadźmy figowce
i drzewa oliwne
gładko przełkniemy
naoliwione słowa
a wstyd przykryją
świeże figi
na deser
roni bat zion ...

dumne shalom jerushalayim i pokój z tobą
wtórowało pierwszym pieśniom
- rodzina świętuje Chanuka*
roni roni bat zion
mężczyźni trzymają karabiny w pogotowiu
domownicy z powagą spożyją latkes**
ojciec pochwali odwagę matki Judyty
zagrają z dziećmi w drejdla o trwogę
roni roni bat zion
zapalono siódme ramię chanukiji***
dziś światła wskazują drogę rakietom
- wędrowcom nieproszonym w mieście pokoju
jeszcze wzywa się imienia Adonai****
brzmi radosne roni roni bat zion
*żydowskie święto świateł
**placki ziemniaczane
*** świecznik 9-ramienny zapalany w Chanuka
**** zastępuje się tym słowem niewymawiane przez Żydów Jahwe, Pan
niedziela, 11 stycznia 2009
cedry

już tak długo cię nie widziałem
w tym kraju jaszczurki nie zasypiają na zimę
jak ty
gonię je wśród głazów
jak nadzieję
ciągle buduję dla ciebie pałace
z kamieni
(tu nie można zmarnować ani gałązki)
nadal nie pozbyłem się lęku
wczoraj stałem pod cedrami
pytałem o ciebie
(są tak wyniosłe jak ty kiedy się gniewasz)
a ludzie znów mówią o wojnie
brakuje wody
dziwne że
nie mieliśmy nigdy wojen
a tak często bitwy
i tak jak tutaj
nigdy nie czułem się zwycięzcą
w ostatnim liście napisał:
moja night
wczoraj porzuciliśmy pozycje zwycięzców
sobota, 10 stycznia 2009
w czerwieni nam nie do twarzy tej zimy
w kolekcji Gianniego Versace
E. Lipska 'Krzyk mody'
ta czerwona sukienka z Paryża
dumniej wisi w szafie
niż na mnie
bo zimą mi do twarzy
w trupiej bieli
i brylantach
tobie w popielach
i srebrnych spinkach
przy popielniczkach
szczuplejsze wydają się policzki
tacy modni
umieramy najpierw
w sobie
piątek, 9 stycznia 2009
Bóg pali cygara. Ciekawe czy pije za zdrowie?
***[jakieś pół prawdy gdzieś przed połową życia]
stanowi trzydzieści parę lat
deszcz odmierzany z aptekarską starannością
i słońce na sznurku 'dla kochanej mamusi'
przydaje się umiejętność otwierania drzwi
wczorajszych nie potrafi zamykać bezboleśnie
wie jak się wpychać w stare buty
i nowe nałogi
zmienne wydają się tylko drzewa
gdy czasem przyprószy je śnieg
te nowe twarze i dłonie
to malowidła mrozu na szybach
nieuchronne jak szron
na skroni
wtorek, 6 stycznia 2009
bez tytułu
niedziela, 4 stycznia 2009
[tłustym aniołom niepotrzebne skrzydła ]
Suzanne
Suzanne takes you down to her place newer the river
You can hear the boats go by
You can spend the night beside her
And you know that shes half crazy
But thats why you want to be there
And she feeds you tea and oranges
That come all the way from china
And just when you mean to tell her
That you have no love to give her
Then she gets you on her wavelength
And she lets the river answer
That you've always been her lover
And you want to travel with her
And you want to travel blind
And you know that she will trust you
For you've touched her perfect body with your mind.
And Jesus was a sailor
When he walked upon the water
And he spent a long time watching
From his lonely wooden tower
And when he knew for certain
Only drowning men could see him
He said all men will be sailors then
Until the sea shall free them
But he himself was broken
Long before the sky would open
Forsaken, almost human
He sank beneath your wisdom like a stone
And you want to travel with him
And you want to travel blind
And you think maybe you'll trust him
For he's touched your perfect body with his mind.
Now Suzanne takes you hand
And she leads you to the river
She is wearing rags and feathers
From salvation army counters
And the sun pours down like honey
On our lady of the harbour
And she shows you where to look
Among the garbage and the flowers
There are heroes in the seaweed
There are children in the morning
They are leaning out for love
And they will lean that way forever
While suzanne holds the mirror
And you want to travel with her
And you want to travel blind
And you know that she will trust you
For she's touched your perfect body with her mind.
Do tekstu jeszcze na pewno kiedyś wrócę na tym blogu. Na razie go trawię. Ach, no i oczywiście tytuł bloga stąd pochodzi. A czemu ... też może o tem potem.
