kołek po kołku, myśl po słowie
miałam być inna
a nie jestem
a nie jestem
sobą
rzucam się
nie oferuję drugich policzków
ani szaty
zakładam, że wyjdę
na ludzi opłaca się
nie oglądać
zamknij oczy
rozpuść myśli
jak motyle
rozhasane wśród półsennych zjaw
szukaj win
pisząc palcem po skórze
zakreśl epicentra wstrząsów
i wycisz
Markowi
kiedy jest wola
aż do zesztywnienia kostek
palców zagryzanych z zapałem głodnego
chleba naszego
powszedniego
brak
jak snów
z obawy przed nowymi nadziejami
patrzę w oczy
taka intensywność zawęża horyzonty
niebezpieczna staje się
bliskość
i dal
kiedy mówię że nie wierzę już w miłość
nie marszcz brwi
wyglądasz tak bezradnie
goniąc wiatr
w koronach
jak we włosach
szukasz dźwięków
życie po zachodzie budzi się ciszej
i chłodniej
jeśli zwątpię
włóż mi usta ciepłe słowa