poniedziałek, 11 lipca 2011

Pieśń dla tej co zrywa wczesne jabłka


dojrzewam w deszczu

jak dzikie jabłka

rumiana choć cierpka


znów narzekasz na nieurodziwe lato


co mam począć że tak rzadko

się spełniam

w pełni widzę jaśniej

przepowiednie


siedem chudych kłosów mam w dłoni

ty strzał coraz mniej w kołczanie


nie powstanie z nas nowy naród

kiedyś wrócisz

pewnie mury obronne zastaniesz




wtorek, 21 czerwca 2011

Justyna od kotów


ma za sobą czterdzieści lat
na pustyni
chłonęła głównie fatamorgany

nie było tłustych lat
prowizorka wciągała
jak nałóg

gdyby chociaż była wybrana
zniosłaby wszystko
bez szemrania

dziś uważa się za błogosławioną
między niewiastami które jeszcze nie wiedzą
ile lat może zabrać przebudzenie




niedziela, 19 czerwca 2011

*** (niewdzięczny wiersz)



jak nietoperze sprawdzamy przestrzeń
między wami
a nami

wierzymy tylko w to
co odbija dźwięk

brzdęk brzdęk
i pac

leci pajac
na dno

przeoczył


niedziela, 17 kwietnia 2011

dziś nic już nie jest tak dobre jak w raju


gdzie od razu wszystko było takie dorosłe

i doskonałe


od kiedy rośnie samo stale się wygina

wypacza od nadmiaru chęci lub ich braku

od porywów i zastojów

deszczu błogosławieństw i obelg

jak się zdarzy


od kiedy zabrakło raju

cuda dzieją się częściej

i rzadziej


byle stale



niedziela, 6 marca 2011

nie patrz na mnie jakbyś jadł osty



między nami odwilż
puchną słowa rozrzucone przy jesiennych wiatrach
takie nieskładne
psują moją wizję ogrodu

wilgoć nadwyręża stawy starych bram
zgrzyta przy każdej próbie
wejścia i wyjścia

czwartek, 3 marca 2011

autoreply



mówiłeś
że kiedy zimie pękają oczy
może być już tylko lepiej

a tu nadal trzeszczy
nie tylko w stawach

śnięta jak ryba
usprawiedliwiam cię automatycznie

wszystkiego można się nauczyć
nawet chłodu



sobota, 29 stycznia 2011

zorze. miniatura poranna


może chodzi o to czego nie da się przewidzieć

przed wschodem

choć wiemy że ta biel

za chwilę roziskrzy oczy


a może o to że nienawidząc można kochać

i mieścić się

między skrzypieniem butów o świcie

a następnym roztopem


wtorek, 25 stycznia 2011



cienie porzuciły rzeczy do których należą*

a ty

kiedy stoisz przede mną

cały jesteś cieniem


jakbyś nigdy nie miał rąk

ani oczu

tylko wiecznie otwarte usta


dźwięki

wnikają we mnie światłem

i ciepłem


cała jestem zdziwieniem




*H. Mulle „Lis już wtedy był myśliwym”




niedziela, 23 stycznia 2011

bumerangi


wybieramy drogę pod górę

tę samą co wczoraj

wśród tysiąca śladów zacieramy własne

wspomnienia pierwszych kroków

stawiamy nowe tezy o końcu świata


nie krzycz mi do ucha

że życie jest piękne

nie rozumiem


czyjś oddech za nami świszcze jak szatan

przywodzi na myśl twarze wszystkich kochanek

strąconych jak kapelusz

z twojej głowy


choć nie martwisz się o słowa

z wiatrem czy pod wiatr

wracają



piątek, 21 stycznia 2011

...


na początku była wiara

w wieczne wiosny i lata beztroskie

bez pomocy słów

wszystko można było stworzyć

jednym spojrzeniem ruchem

powietrza

drżały od kołysania bioder


potem światło stało się przenikliwe

zaczęło odsłaniać krawędzie

szorstkie powierzchnie przestały wydawać się

praktyczne


kiedy zimą nabiera się wody

rozsadza

słowa jak dynamit

w końcu nikt nie pamiętał o mostach



niedziela, 16 stycznia 2011

wiecznie dobra noc


a wiatr zrywa tajemnice

odsłania korzenie jak wczorajszy śnieg

gdy ukryjemy brzydotę

będzie pięknie


wystarczy że sypnie w oczy

zarumienione policzki i chłód łatwo wytłumaczyć

mrozem


i porą roku w której nie rośnie nic prócz zasp

i murów

między nami

nic nie było


co tłumaczy nagły brak wiary w rychłe wiosny



sobota, 15 stycznia 2011

idź. zaparz kawę


mamy przed sobą długie milczenie

trzeba czymś zająć dłonie żeby nie bębnić palcami o blat


lubię gdy gra muzyka

i mąci ciszę co rozdziera smutek

na dwoje


jestem w żałobie

za każdym słowem rzuconym

byle gdzie


spadają jak nagły deszcz

rzęsy nie chronią przed wilgocią


to przez tę kawę

wciąż się skraplam




niedziela, 9 stycznia 2011

ciii




Markowi


nie tupmy i nie trącajmy znaczeń

wszystko może być powiedziane bezdźwięcznie

śmiejmy się z siebie aż zabraknie ust


bezczelnie patrzymy sobie w oczy

wydzierając tajemnice

czytamy z dłoni długość życia

oddzielnego


kiedyś wykrzyczę wszystko co teraz zmienia się w wodę

i nie pozwala wierzyć w cuda


niestabilnie


mój dom ma wiele pięter

winda nie wiezie do nieba

i cóż że mam żelazny krok

jak żołnierz


gdy papierowe schody

dają wrażenie złudnej miękkości


czemu się dziwisz

że kurczowo trzymam się życia

i nie zginają mi się kolana


latanie wciąż wytraca z równowagi



niedziela, 31 października 2010

miniatura z jesienią w tle



Wiatr liże włosy, wplata nisko latające myśli. Znów

będzie padać. Wiatr zrywa ogniste liście wina.

Dorzucę mu wszystkie niepotrzebne słowa.


Rozczerwienię się razem z tymi liśćmi, rozchwieję

jak one. Jak późna jesień.

Przeminę.

piątek, 15 października 2010

na bruk


chłód nawleczony w rękaw
przykrótki
oddech nie zrywa pajęczyn
z okien wygląda autobus
pośpieszny gest
z dłonią w górze
kreślę krzyż na wysokości
ust nie przykładam
do ust
wkładam kapelusz
i skręcam
kostka po kostce
lecę




niedziela, 3 października 2010

Nauka mówienia



Rozmawiamy niezbyt poprawnie.
Okrąglą nam się usta, ale nie słowa.
Uszy mamy nawykłe do krzyku.

Musimy zacząć dbać o nerwy. Od dziś będę ci odpowiadać
na ulicy. Ty pytaj, kiedy przejeżdża pociąg.

W migających obrazach trudniej dostrzec gniew.




środa, 16 czerwca 2010

bezdźwięcznie kurczy się życie


Jasonowi Becker'owi



gałki oczu rozedrgane niczym struny
gra muzyka
przycicha
nie tonie

twarz to Budda
jakby obcy a natchniony

gdzieś są światy pękate i piękne
dzikie osy paganinizm roją w głowie

wieczny deszcz choć nie popłyną łzy



Był już kiedyś wiersz 'kakofonia'. Pokusiłam się o poprawę.


sobota, 5 czerwca 2010

umieranie jest jak upalny dzień




kiedy przestajesz wyrzucać z siebie słowa

czuję się jak więzień

w panice potrząsam rzęsami otwieram usta

choć nie ma w nich ani jednego słowa

kto by zniósł aż tyle bezruchu



niedziela, 23 maja 2010

lepiej palić mosty





jest jak kobieta Rubensa
obficie rozlewa się w kadrze
poszerza kształty granice wyobraźnię

ma niespracowaną
jak dłonie szlachcianki
zachłanne
póki się nie nasyci
i nie upewni
że dotarła tam gdzie ją niosło pragnienie
poliże stopy zwilży policzki i włosy

potem wypluje wszystko
co zaśmieca
i uwiera

nie pali mostów
kiedy jest
pamięć żywa

wraca





środa, 12 maja 2010

Quelqu'un M'a Dit



Dla tych co lubią kołysanki, czyli dla mnie w pierwszej kolejności.



On me dit que nos vies ne valent pas grand chose,
Elles passent en un instant comme fanent les roses.
On me dit que le temps qui glisse est un salaud que de nos chagrins
il s'en fait des manteaux pourtant quelqu'un m'a dit...

Refrain
Que tu m'aimais encore,
C'est quelqu'un qui m'a dit que tu m'aimais encore.
Serais ce possible alors ?

On me dit que le destin se moque bien de nous
Qu'il ne nous donne rien et qu'il nous promet tout
Parais qu'le bonheur est à portée de main,
Alors on tend la main et on se retrouve fou
Pourtant quelqu'un m'a dit ...

Refrain

Mais qui est ce qui m'a dit que toujours tu m'aimais?
Je ne me souviens plus c'était tard dans la nuit,
J'entend encore la voix, mais je ne vois plus les traits
"Il vous aime, c'est secret, lui dites pas que j'vous l'ai dit"
Tu vois quelqu'un m'a dit...

Que tu m'aimais encore, me l'a t'on vraiment dit...
Que tu m'aimais encore, serais ce possible alors ?

On me dit que nos vies ne valent pas grand chose,
Elles passent en un instant comme fanent les roses
On me dit que le temps qui glisse est un salaud
Que de nos tristesses il s'en fait des manteaux,
Pourtant quelqu'un m'a dit que...

Refrain




poniedziałek, 10 maja 2010

...

już nie wierzę



nigdy nie pytam gdzie jesteś
i czy taki sam jak inni
moi bogowie

nie jestem pierwszą lepszą wierną
choć nie przenosiłam gór
mam mocne ramiona od dźwigania piskląt

stale stawiam nowe domy
nietrwałe
bo skały jak ty zbyt szybko kruszeją

może to wina
wina że za szybko zmienia się w krew
i wrze






Napisałam to jakiś czas temu, ale zostało.
Jeśli komukolwiek wyda się, że wie co ten tekst znaczy - zapewne znaczy co innego.


niedziela, 2 maja 2010

ślady

Ci, którzy układają kalendarze, są w stanie obliczyć terminy ruchomych świąt, ale nie mogą przewidzieć kataklizmów.

"Kaprys historii" M. Wolski








układam głowę do snu
na kamieniu
na drabinie znaczę daty wszystkich słów
przetrwały w rejestrach zdarzeń

tamtej wiosny powietrze drgało jak ruchome święta
których nie wpisano do kalendarza
to musiał być sen
tak się nie stawia pomników

wierząc że coś można ocalić na dłużej




Są rzeczy, sprawy, które wymagają dużo czasu nim można o nich napisać. To jedna z takich spraw. Wyszło jak wyszło. Możliwe, że mogłam napisać lepiej. Możliwe, że nie potrafię lepiej.



sobota, 30 stycznia 2010

Machu Picchu



Intihuatana stone, Machu Pichu




są takie dni kiedy nie rzuca cienia
oczy jak słońca rozpalają
kamienne ściany tworzą stropy

przyłóż chłodne czoło
tam gdzie szamani widzą
wszystkie świętości

może sprawisz by dzień i noc
były równe sobie




niedziela, 17 stycznia 2010

Katarzyna Groniec - tamta kobieta



Tamta kobieta
Maluje usta
Tamta kobieta
Nosi sukienki
Tamta kobieta
Za którą tęsknisz


A ja
Lubię spacerować
Oddzielnie
Lubię Cię spotykać
Niechcący
I wracać
I nie chcieć
Od Ciebie
Nic

Lubię robić zdjęcia
Twoim śladom
I zawracać przed tym
Nim mógłbyś
Zobaczyć
Zobaczyć
W moich oczach
Coś więcej
Ty

Tamta kobieta
Maluje usta
Tamta kobieta
Nosi sukienki
Tamta kobieta
Za którą tęsknisz
Tamta kobieta
Maluje usta
Tamta kobieta
Nosi sukienki
Tamta kobieta
Dla której żyjesz

A ja
Lubię trzymać ręce
W kieszeniach
Lubię patrzeć z boku
Nie płosząc Cię
I wracać
I nie chcieć
Od Ciebie
Nic

Lubię robić zdjęcia
Twoim śladom
I zawracać przed tym
Nim mógłbyś
Zobaczyć
Zobaczyć
W moich oczach
Coś więcej
Ty



sobota, 16 stycznia 2010

autoportret z tłem



pan mnie obiecał namalować
ładniejszą
a pan nawet nie wie jak trzymać w dłoni
pędzel i farby
pan miesza strach z podziwem
jaskry z niezapominajkami
za dużo kurzu na starych butach

przecież pan mnie nigdy nie widział
w tych butach

po co panu tyle żółci
to ja słońcu powinnam zazdrościć






poniedziałek, 4 stycznia 2010

Lan Xang





Mekong



mówią że musiał tam kiedyś mieszkać bóg
bo najpiękniejsze sny snią się w Sop Ruak

kolory zmieniają się stopniowo
dżungla jest naturalnie zielona i wilgotna
roje wszechobecnych stworów wgryzają się w trochę obce ciało

wąskie łódeczki na Mekongu zdają się kołysać bez końca
jak mnisi wydzierający bogom największą z tajemnic

potem dzień dzieli się już tylko na ogromne słońce i porę
w której leniwe brzegi przynoszą ulgę

choć w głowie kłębią się stale te same uśmiechnięte twarze
kiwające się ręce
nowe brzegi
nieskończone
gorączka daje lepsze efekty niż opium

kiedy dociera się do siebie
niepotrzebne staje się szczęście





sobota, 2 stycznia 2010

kwiatowa aria w środku zimy











nie śpiewaj jej arii
jest jak Beethoven
muzykę słyszy tylko w ruchach wiatru

za to posadź w ogrodzie kwiaty
będzie je dotykać
palcami
rozcierać
czarować aromatem

jej portret opowiedz słowem
i dłonią



piątek, 1 stycznia 2010

to jeszcze nie nasz bal





łatwo się wmawia głównie sobie
niech los nam ześle to co chce
na dziś nie mamy żadnych planów

sądząc że życie może mijać
jak te pociągi
co pędzą bez nas by skończyć bieg
tuż za zakrętem

jesteśmy przecież pełni życia
kiedy śmiejemy się
płaczemy
grzebiemy zmarłych bohaterów
telenoweli ulubionej

więc wszystko gra
Maryla śpiewa
niech żyje bal
tylko żal czasem że nikt nie uszył nam kreacji

i wciąż nie mamy zaproszenia



czwartek, 31 grudnia 2009

noworocznie




jeszcze dziś mam trochę mąki i oliwy
jutro zacznie się nowy dzień
przybędzie sił
placki zaprawimy solą co się wytrąca za każdym razem kiedy czekam
na ostatnią kroplę
tak gładko spływa jakby nie miała żadnych trosk

a mnie łatwiej wierzyć w lepsze jutro
niż patrzeć mu prosto w oczy
nie uginając karku

a dziś
wytrząśnijmy co się da do dna
do dna





środa, 30 grudnia 2009

...




Podejrzana furgonetka ... wywołała w środę alarm bombowy na nowojorskim Times Square.
Na szczęście był to alarm fałszywy








nie strosz sierści
ufnie połóż uszy i nie drżyj

psy stały się płochliwsze niż zające
węszą do zatracenia zmysłów
szczekają tam gdzie nie ma lisów

uciekaj
kiedy mówią że obława poszła dalej




niedziela, 13 grudnia 2009

w miastach z betonu nie ma prawdziwych burz




Burza zasypuje miasta i odsłania ludzi
A. Gałuszka “Międzymiasto”



a nam brakuje naszych pustyń
zamków z piasku
miejsc gdzie słowa zasypują myśli

gdzie nagłe deszcze rzeźbią twierdze
przeciekają stropy
kap kap
spływają mury warowne
mokrym piaskiem oblepiają oczy usta włosy

i tych miejsc gdzie
jesteśmy bezbronni



ballada o moich kwiatach




patrz na mnie pęczniej z dumy
kiedy głaszczę napiętą skórę niczym płatki róż

jestem żyzna jakbym od lat bogaciła się u ujścia rzek

teraz dzieje mi się siódmy cud
przedzierałeś się przez nasze rozkrzyczane pnącza
w dzień i w nocy
strzegę rozkosznych plonów łona
uprawiam je jak bratki na klombie głaszczę cicho szemrzę

kiedy rozchylają kielichy kiełkuję znowu
rosnę jestem pełna dojrzewam w pąk


niedziela, 22 listopada 2009

Przychodzą jak obcy bogowie



Wdzierają się nagle, by nikt nie zdążył zapytać
skąd przychodzą. Śmieją się zbyt głośno,
szczerzą bielutkie zęby
do złej gry.

Nim na błyszczące buty opadnie kurz,
pojawią się rysy na doskonałym image,
a twarz nabierze koloru wczorajszej
chwały, zagnieżdżą się w nas
jakbyśmy czekali na nich od wieków.

Będziemy wzywać ich imienia we dnie i w nocy
nim zrozumiemy, że

bogowie tak szybko odchodzą.




jeśli





Jeśli byliśmy to wiecznie chłodni.

Pisałeś mnie w przekładzie na wszystkie języki świata,
a nigdy nie udało ci się przetłumaczyć słowa miłość.

Pochylasz się, kołyszesz w takt. Zapominasz.
Nie słyszę muzyki tylko stukot klawiszy.

Mówisz, że kochasz się ze mną każdej nocy.
W twoich słowach słyszę je wszystkie. Jak ranne ptaki
szukały schronienia. Znalazły moje stracone dźwięki.

Jeśli będziesz to wiecznie chłodny.
Tylko przyłóż głowę.



niedziela, 15 listopada 2009

...



w porównaniu z drzewami jestem piękna i wieczna
nie gubię liści tylko kilka włosów dziennie
i co że przybywa bruzd
nikt nie narzeka że drzewa są szorstkie

one powtarzają się co roku
zielenią się kwitną tak samo

ja przekwitam co roku inaczej
a kiedy już opadnę to na długo
nieodwracalnie niepięknie


inaczej



zbliż się
na odległość błony
rozdzielaj komórkę od komórki
słowo od słowa
morduj jedną naiwną myśl po drugiej

nie ustawaj nim nie wydrzesz ze mnie
resztek cudzych wspomnień
nie moich obrazów
obcych ciał

dopiero wtedy napiszę ci wiersz
w którym będę już tylko ja


piątek, 13 listopada 2009

splątane się nie rozpląta



I


po co pytać czemu rzeczy tracą ważność

dlaczego stają się lżejsze

maleją jak konik na biegunach

dziurawią się niczym buty



II



nie trzeba tęsknić za szmacianymi lalkami

wciąż pociągamy za sznurki

stawiając na baczność

byle nie siebie






III



cud jak w Kanie przydarza się stale

świat zmienia orbity

a wszystkie nasze oddzielne sprawy

nie dają nawet pewności

że byliśmy



czwartek, 1 października 2009

Kobiety poznaje się po dłoniach














żadna z nich nie miała takich dłoni
co sięgały głęboko i zostawały na długo
w pamięci
pachniały miętą brane w ogródku za domem

choć kiedy dłonie matki popękały od ziemi
i straciły świeżość
a zasuszone zioła przestały dobrze wróżyć

młode pędy przywracały mu młodość
rodząc




poniedziałek, 28 września 2009

*** [z listów do ...]


mówiłaś że to potrzeba powietrza
zmusza cię do nagłych zmian
nieznane nęci
że potrzeba ci wyzwań by nie przekwitnąć jak rumianek

(który zrywam nim opadną kwiaty
choć nie leczy miejsc
z których cię wyrwałem)

teraz piszesz że tracisz wątek
zapominasz przyjaznych słów
nie znasz gestów
ani drogi powrotnej
do domu



sobota, 26 września 2009

kołysanka dla Samsona




posadzę cię
korzeniami do słońca
przestaniesz stroszyć liście wabiąc rude wiewiórki
w odkrytych dłoniach uwijesz mi gniazdo
nim zanucę ci jak skowronki

będę jak wiatr
muskać konary
podziwiając niegdysiejszą siłę



piątek, 18 września 2009

...

perfekcyjnie



słowa skrojone niczym modny garnitur
kropki dopinają tak szczelnie

że nie ma szans wsunąć się pomiędzy
dotknąć sedna

jakby nigdy nie chodziło o miękkość
skóry
pod spodem




Nie nadawało się na stronkę z poezją. Niech choć powisi tutaj.
Żeby mi przypominało, że mam nie pisać.

czwartek, 17 września 2009

środa, 16 września 2009



Niech żyje bal
bo to życie to bal jest nad bale
M. Rodowicz





a my odgryzamy sobie głowy
choć odrastają jak u hydry
wyrywamy sobie słowa
kaleczymy uszy

kiedy nie można nas zabić
stajemy się zbyt nieśmiertelni




******************************



If you hear something late at night
some kind of trouble
some kind of fight
just don't ask me what it was

(Susan Vega)





niedziela, 13 września 2009

kobiecie z chustką na głowie



wplatając palce w moje włosy
mówiłeś że z jesienną panią ci do twarzy
ze śmiechem całowałeś mnie w ucho
gdy nie mieściłam się w ulubioną sukienkę

dziś
drżą mi dłonie
kiedy siadasz obok wolę otulać się kocem
wtedy możesz sobie wyobrażać
że znów nakarmię dzieci
potem będziesz mnie mógł podziwiać jak róg obfitości
poczujesz ciepło

pożegnaj mnie w porze słoneczników
ubraną w jesienne kwiaty
pamiętaj
lubiłam być kobietą





PS
Zmieniłam tytuł wiersza. Mało kto zrozumiał o co w nim szło. Chyba jednak niezbyt dobrze to napisałam. Widać jednak wszystko ma swoje dobre strony. Dostałam dziś przedziwną wiadomość z ofertą pomocy. Zaskoczyło mnie to ogromnie. Bo niby jakim prawem ludzie identyfikują mnie z tym co piszę? Bo co innego wnioskować z wierszy o czyjejś wrażliwości, a co innego identyfikować autora z peelem. Weird, just weird.


niedziela, 30 sierpnia 2009


Portret

Frida Kahlo



udręka i ból, przyjemność i śmierć są niczym innym, jak tylko procesem
F. Kahlo - pamiętnik





włosy oplotły mi szyję
nie potrafię krzyczeć
trzy łzy jak moje klęski
gdy tracę wszystko co upragnione
tylko patrzę

wydrę z siebie ból
kiedy obrazom podaruję życie
i śmierć

bo pragnę umrzeć i żyć
i być jego i z nim
jak auxocromo i cromoforo



poniedziałek, 3 sierpnia 2009

mosty. nic na skróty



zbliżam do siebie dłonie zaplatam – taki nawyk
pozwala zamknąć obieg zająć palce przestać się martwić
że nadal nie rozróżniam prawej od lewej
drogi
chcąc ominąć to co niewygodne
choć dłonie miewam gorliwe i gorące
znów się nie modlę